“Smart notes” czyli po co robić notatki z książek, artykułów i wszelkiego rodzaju tekstów

Jakiś czas temu polecałam książkę “How to Take Smart Notes”. Wbrew pozorom książka nie skupia się na tym jak notować (na tym też), ale przede wszystkim opisuje cały system, który pozwala z tych notatek czerpać podczas pisania publikacji, tekstów i książek. Metoda skupia się bardziej na organizacji pomysłów i myśli, które następnie można przelać na papier.

Bardzo zachęcam do przeczytania tej “książeczki”. Jest krótka, szybko się ją czyta. Skorzystają z niej zarówno uczniowie, studenci, jak i osoby, które edukacje mają dawno za sobą.

How to Take Smart Notes: One Simple Technique to Boost Writing, Learning  and Thinking – for Students, Academics and Nonfiction Book Writers (English  Edition) eBook: Ahrens, Sönke: Amazon.de: Kindle-Shop

Wracając do metody – metoda ta wymaga ręcznego robienia notatek. Nie pamiętam kiedy ostatni raz robiłam ręczne notatki na studia, zwyczajnie żal mi papieru i wolę je w formie elektronicznej (notuję na iPadzie). Jednak robię kilka wyjątków dla ręcznych notatek i tym wyjątkiem są przeczytane książki i ważne artykuły. Książki, które czytam to najczęściej książki popularnonaukowe, trochę filozofii, trochę poradników, książki naukowe. Czytając wiele książek i artykułów moje przemyślenia i pomysły często umykają z kolejną stroną. Umykają bo jestem zmęczona. Umykają bo jest ich zbyt wiele. Błogosławieństwem ale też przekleństwem naszych czasów są wszelkie elektroniczne ułatwienia – przecież mogę zaznaczyć konkretny cytat i potem do niego wrócić. Niestety, po pierwsze rzadko do nich wracam, a po drugie najczęściej pomysły już dawno się ulotniły i nie mam pojęcia po co właściwie zaznaczyłam ten cytat.

Notatka ma sens tylko wtedy kiedy notujemy również jej kontekst.

Publikacje

Może teraz nieco bardziej przyziemnie – pisząc publikacje, nauczyłam się jak ważna jest dokładność. Zauważyłam też, jak niewiele osób tą dokładność przekłada na pisanie. Czy kiedykolwiek spotkaliście się z tym, że ktoś cytuje jakąś starą publikacje i potem każdy kolejny przegląd kopiuje dokładnie te same artykuły? I tym sposobem jakieś średniej jakości artykuły nagle mają po kilkadziesiąt cytowań i nawet nie są oryginalnymi artykułami. Pisanie publikacji to niezwykle żmudna praca i wymaga przeczytania setek artykułów i orientowania się w nich. Nie powiem Wam żeby ręcznie notować informacje na temat każdej cytowanej publikacji – ale chciałabym podkreślić, dlaczego podkreślanie, zapisanie na później, wklejenie linku nie działa. Nie działa ponieważ nie niesie informacji, które w danym momencie mamy w głowie zapisując dany artykuł, a największym kłamstwem jest poleganie na swojej pamięci kiedy takich artykułów jest 100, 200, 300. Aktualnie piszę przegląd i testuję nową metodę (nową dla mnie) notowania cytowanych artykułów i szybkiej syntezy myśli. Gdy tylko skończę i jeżeli artykuł będzie dobry, na pewno napiszę wpis na blogu na ten temat.

Wracając do systemu notatek

Stworzenie systemu notatek, który działa i który przynosi korzyści na pewno będzie wymagać indywidualnego podejścia, ale gwarantuję, że jeżeli znajdziecie taki system (być może modyfikując to co proponuje autor “How to Take Smart Notes”) – życie stanie się dużo łatwiejsze. Ręczne notatki wykluczają ctrl+C –> ctrl+V, zaznaczenie, czy kliknięcie zapisz do schowka. Ręczne notatki wymagają przelania myśli na papier, a więc mają sens tylko wtedy gdy umiemy swój pomysł zwerbalizować.

Myślę, że nie powiedziałam o najważniejszym, czyli dlaczego trzeba notować z książek, które się czyta. Ja czytam dla rozrywki, ale również aby się czegoś dowiedzieć, popatrzeć na niektóre rzeczy z innej perspektywy, zastanowić się, znaleźć nowe pomysły. Nie chciałabym, żeby całe to bogactwo znikało wraz z zamknięciem książki, a nie chcę się oszukiwać, że będę o wszystkim pamiętać. Dlatego zaczęłam notować z tego co czytam – żeby myśli zostały ze mną na dłużej. Tylko tyle i aż tyle.

Zakładając zeszyt na notatki z książek, ważne było dla mnie żeby był poręczny, miał wystarczającą ilość kartek, żeby rozkładał się na płasko i żeby jakość kartek była dobra – jednym słowem, aby żeby posłużył na wiele lat. Ja zdecydowałam się na format A4 i firmę coverlover bo ich zeszyty sprawdziły mi się już wcześniej.

Zeszyt błędów

W medycynie jest tak, że pewne informacje powinny wywoływać z mojej głowie natychmiastowe skojarzenia. Robienie przypadków klinicznych jest fajnym sposobem na utrwalenie niektórych skojarzeń. 

Jak wiecie, bardzo interesuje mnie temat produktywności. Zauważyłam, że często popełniam błędy, które oscylują wokół jednej, konkretnej “dziury” w wiedzy. Często łapałam się na tym, że zamiast wrócić do teorii, przechodziłam do kolejnego przypadku, licząc, że zapamiętam swój błąd czy że same wyjaśnienia niepoprawnych odpowiedzi dadzą mi wystarczającą ilość wiedzy żeby “załatać tą dziurę”. Tak niestety nie jest. 

Próby i błędy 

Na początku założyłam plik w wordzie – wypisywałam tam swoje błędy. Jednak pokusa by zrobić ctrl+c i ctrl+v była zbyt silna. Przerzuciłam się więc na notatki na iPadzie. Jednak i tutaj nie byłam zadowolona, wolałam dużą kartkę A4 z widokiem na kilka błędów – szczególnie gdy robiłam przypadki z zakresu jednego tematu. Jednak zapisując błędy ręcznie na iPadzie odkryłam jedną ciekawą rzecz

Okazało się, że kiedy musiałam przepisać własnymi słowami na czym polegał mój błąd, nie tylko zapamiętywałam lepiej gdzie leży moja niewiedza, ale również od razu poświęcałam czas żeby doczytać na dany temat. W efekcie robiłam dużo mniej przypadków, ale te, które robiłam, robiłam zdecydowanie dokładniej. Bardzo szybko zaczęłam dostrzegać owoce mojej pracy – nie powtarzałam tych samych błędów, zapamiętywałam problemy dużo lepiej i faktycznie dużo więcej się uczyłam z robienia przypadków klinicznych niż zwykłe bezmyślne klikanie. Ostatecznie pozwoliło mi to zaoszczędzić sporo czasu gdyż uczyłam się dużo bardziej wydajnie. 

Zeszyt błędów 

Postanowiłam założyć specjalny zeszyt w którym spisywałabym wszystkie moje błędy tego typu. Doszłam do wniosku, że tak rzadko teraz korzystam z ręcznych notatek, że jeżeli decyduję się kupić zeszyt, powinnam przynajmniej zrobić to w inteligentny sposób. Taki zeszyt ma mi posłużyć przez wiele lat, powinien mieć dużo kartek i format A4.  Trafiłam akurat na recenzję zeszytów Coverlover – zachęciła mnie porządna okładka, możliwość personalizacji, dostępność formatu A4 i gładkie kartki.  Zeszyt jak najbardziej spełnił wszystkie moje wymagania. 

Zapisując swoje błędy, opisuję konkretny przypadek, datę (w ten sposób w bazie przypadków mogę z łatwością zlokalizować kiedy robiłam dany przypadek), oraz najważniejsze informacje, które były dla mnie trudne, które nie były dla mnie jasne. Wszystko wypisuję hasłowo – to również dobry sposób na zapamiętywanie błędów. 

Podzieliłam zeszyt na kilka sekcji – tak, żebym mogła dodawać błędy “tematycznie”. 

Zeszyt błędów

Moim największym problem, z którym nieustannie walczę, jest unikanie powtarzania trudnych tematów, w których często się mylę. Jest to dla mnie jakieś takie….nieprzyjemne. Odkładam to często na później, czasem nawet podświadomie. Zauważyłam też, że moje błędy się powtarzają. Raz niezrozumiany temat (np odprowadzenia w EKG, te wszystkie osie), po prostu ciągnie się za mną i wraca. Nie da się od tego uciec, bo akurat w medycynie jest tak, że dużo rzeczy się ze sobą wiąże i niezrozumienie jednego systemu czy dyscypliny, przekłada się na kolejne. Oczywiście ja opowiadam o takim zeszycie z perspektywy mojego kierunku studiów, ale jestem pewna, że można ją zastosować również w innych dziedzinach. Poniżej opisałam jak organizuję taki zeszyt.

Korzyści zeszytu błędów

Po pierwsze pozwalają mi śledzić swój progres i unikać popełniania w kółko tych samych błędów. Łatwiej mi zauważyć, że mam ewidentnie problem z jakimś działem bądź tematem, jeżeli kilka stron wcześniej popełniłam podobny błąd.

Coverlover, A4, 100 stron. Wzór retro.

Zeszyt błędów w formie pliku word

Od kiedy zakupiłam iPada, niemal wszystko robię w formie elektronicznej, z wyjątkiem dziennika oraz “smart notes” (o tym będzie osobny wpis). Jakiś rok temu założyłam plik w wordzie – nazwałam go “Clinical cases – mistakes”. Do założenia pliku zmotywował mnie fakt, że czasem robię przypadki kliniczne na wielu platformach i chciałabym mieć jedno miejsce, w którym śledzę jakie popełniam błędy. Przez pierwsze kilka tygodni się tego trzymałam, a potem pojawiła się sesja, rzeczy dodatkowe i jakoś irytowało mnie szukanie pliku w folderach. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że lepiej byłoby mieć zeszyt, który leży gdzieś na wierzchu i samym tym faktem przypomina mi o systematycznym uzupełnianiu moich błędów. Jest to również jeden z trików, który pomaga mi w produktywności, zaczerpnięty z książki Atomic Habits– jeżeli rzeczy do biegania leżą na wierzchu i nie musimy ich dodatkowo wyciągać z szafy to w chwili słabości, łatwiej się w nie przebrać i pójść biegać. Co więcej, plik po kilkunastu przypadkach plik miał kilkanaście stron, bo zamiast napisać coś własnymi słowami, wybierałam przeklejenie tekstu pytania i jedynie zaznaczenie mojej błędnej odpowiedzi. To właściwie bez sensu, bo równie dobrze mogę wrócić do bazy pytań online i zobaczyć gdzie zrobiłam błąd. Ostatecznie, ciężko było się zmotywować do uzupełniania go na bieżąco, a uważam, że jest to ciekawy pomysł i chciałabym w ten sposób walczyć z moją niechęcią do tematów, które słabo umiem.

Kupuję zeszyty tak rzadko, że zależało mi na czymś porządnym. Być może jedyne czego mi brakuje to gumki żeby rogi się nie zaginały, ale wzmocniony tył jest ogromnym plusem.

Zeszyt zamiast pliku

Postanowiłam wrócić do formy analogowej i założyć prawdziwy zeszyt błędów. Widzę w tym kilka korzyści. Po pierwsze, muszę w jakiś krótki sposób zapisać swój błąd przetwarzając tekst przypadku klinicznego. W wordzie robiłam po prostu ctrl+c, ctrl+v i po sprawie. Tutaj muszę się zastanowić i aktywnie zaangażować myślenie. Brzmi głupio, ale jak robi się 15, 20, 30 przypadek, albo jestem zmęczona, łatwo się na chwilę wyłączyć i po prostu skopiować tekst bez myślenia. Wydaje mi się, że jednak przepisanie ręczne mojego błędu dużo lepiej utrwali mi w głowie to na co powinnam uważać następnym razem.

Oczywiście, są tu pewne ograniczenia – np, nie wkleimy wykresu, czy wyników badań. Jednak nie wydaje mi się, żeby to było celem zeszytu – raczej po prostu napisanie “zrobiłam błąd z X – następnym razem pamiętaj że X jest Y. W razie problemów – oglądnij osmosis”. Zawsze zapisuję dobre źródło z którego na bieżąco się uczę bo już tyle razy znalazłam jakieś fajną stronę, a potem mi to umknęło.

Organizacja zeszytu

Zależało mi na kupnie zeszytu, który będzie miał po pierwsze grube kartki (piszę piórem), po drugie dużo stron, po trzecie będzie na tyle trwały, że wytrzyma do stażu bądź specjalizacji. Zdecydowałam się na kupno zeszytu z coverlover gdyż jest porządnie wykonany, bardzo wygodnie się otwiera na płasko, można samemu zaprojektować okładkę (ja wybrałam retro) i można dodać “nazwę” zeszytu. Ja mam format A4, 100 kartek. Jest to zeszyt dość gruby i ciężki, ale w moim przypadku będzie głównie leżał przy biurku. Jeżeli muszę notować

Po pierwsze, oszacowałam mniej więcej, które działy zajmą najwięcej miejsca (np interna albo chirurgia). Zostawiłam sobie jedną kartkę z przodu na spis treści. Dopisałam wszystkie działy, z których robię przypadki kliniczne w tym roku (jest ich ok 8-9).

Co prawda dopiero zaczęłam używać zeszytu, ale wydaje mi się, że sprawdza się dużo lepiej niż plik w wordzie. Czasami po prostu wszystkich książek, notatek, plików jest tak dużo, że forma analogowa czasem wygrywa. Myślę, że i tak moje zużycie papieru jest bardzo bardzo małe i jeżeli coś mogę zrobić w formie “paperless” to staram się to zrobić.

Myszka to logitech pebble M350 i nie jest kompatybilna z ipadem. Jest świetna gdyby tylko była koloru białego… ale jak jest dobra promka, to różowy też może być:)


Czy da się zapamiętać wszystko i na zawsze – strategie efektywnej nauki

NIE UMIEMY SIĘ UCZYĆ

Zapominamy większość z tego czego się uczymy

Znasz to uczucie gdzie kilka tygodni po egzaminie nie pamiętasz 90% szczegółów? Może w szkole mnie to nie przerażało bo “wszyscy mieli tak samo”. Natomiast na studiach… nie wiem czy jakiś zapomniany szczegół wpłynie na życie i zdrowie pacjenta. Na studiach, przy takiej potężnej ilości materiału zaczęło mnie to przerażaćjak szybko zapominam oraz stos notatek i książek, do których muszę wracać. Postanowiłam się zagłębić w temat zapamiętywania i poszukać strategii, które usprawnią cały proces (na dole możecie zobaczyć pełną bibliografię).

Właściwie wszystko co wiemy o sposobach nauki i zapamiętywania jest niemal bezużyteczne. 12 lat edukacji podstawowej uczymy się jak przetrwać od egzaminu do egzaminu, zakuwając tuż przed i zapominając większość zaraz po. Dobrze zdany sprawdzian czy egzamin jest wyznacznikiem sukcesu, podczas gdy ta sama osoba kilka miesięcy później może nie mieć zbyt wielkiego pojęcia o temacie. W efekcie – kończymy szkolę i większość osób nie ma pojęcia o historii, ekonomii, matematyce, języku polskim i biologii kilka lat później. Można powiedzieć, że trochę zmarnowaliśmy czas i wcale nie mam na myśli spędzania każdej wolnej chwili na nauce, wręcz przeciwnie. Ile czasu zaoszczędzilibyśmy na przyjemności, hobby, znajomych w kolejnych klasach, a potem na studiach gdybyśmy porządnie zapamiętywali przerabiany materiał za pierwszym razem? Ile razy uczyliśmy się cyklu Krebsa? Ja w gimnazjum, potem liceum, tuż przed maturą, potem na studiach, a i tak go nie pamiętam, przyjamniej nie dokładnie.

Czy możliwe jest przełamanie tego trendu?

Tak ale…. wiąże się to z całkowitą zmianą podejścia do nauki, a niestety obswerwuję, że ludzie są bardzo oporni na jakiekolwiek zmiany i rzadko zmieniamy wzorce, które przyswoiliśmy przez naście lat siedzenia w klasie (tworzenie notatek, zakreślanie, czytanie, podkreślanie). Same systemy edukacji również nie są zaprojektowane do tego by ułatwiać zapamiętywania tych informacji. Przeładowanie szczegółami, egzaminy , które pytają o najdrobniejszy szczegół, przeskakiwanie z tematu na temat bez powtórek z dotychczasowego materiału… W dobie internetu dużo ważniejszą umiejętnością (której nikt nas nie uczy), jest umiejętność szybkiego sprawdzenia tych informacji z wiarygodnych źródeł i umiejętność oceny wiarygodności źródła.

Zmęczona i sfrustrowana swoim zapominaniem, ciągłym uczuciem bycia w tyle, zaczęłam szukać i czytać co robię nie tak i w ten sposób znalazłam może mało odkrywczy, ale jakiś własny sposób na radzenie sobie z zapominaniem, organizacją i nauką dużych porcji materiału, ale również motywacją. Oblewanie egzaminów może mnie nie stresuje, ale zawsze sprawia, że chcę następnym razem zrobić to lepiej. Mam nadzieję, że każdy będzie mógł skorzystać z tego wpisu i zaczerpnąć coś dla siebie, a może też Wy będziecie chcieli się podzielić swoimi metodami na naukę w komentarzach.

Efektywna nauka

Efektywna Nauka.png
Stworzyłam tą mapę myśli, żeby pokazać jak szeroki jest ten temat. Każdej gałęzi będzie poświęcony osobny post. Link do pdf –  Efektywna Nauka

ZANIM ZACZNIESZ SIĘ UCZYĆ

Bardzo ciężko jest mi rozpisać kolejność każdego zagadnienia z zakresu efektywnej nauki bo wiele rzeczy dzieje się jednocześnie (jak widać na mapie myśli), ale udało mi się wyróżnić kilka procesów i czynności, które dla mnie muszą dziać się w tej konkretnej kolejności. 

img_0450

  1. Lista i mapy myśli pozwolą:
    1. oszacować ilość czasu
    2. wypisać wykłady i zagadnienia
    3. łatwiej zapamiętywać przez kategoryzację
    4. dają perspektywę gdzie dokładnie się znajdujemy.
  2. Listę wykładów wraz z zagadnieniami wpisuję do planu, który muszę stworzyć zanim zacznę naukę (żeby wpisać datę).
  3. Następnie przechodzę do nauki – najpierw staram się zrozumieć temat (przez testowanie metodą Feynmana, SQ3R, rozpisywanie bardzo złożonych procesów)
  4. Potem przechodzę do zapamiętywania (Anki – w odpowiednich odstępach czasu i akumulując wszystkie poprzednie tematy).

Lista tematów i mapy myśli

Proponuje zacząć od dwóch rzeczy – zrobienia sobie listy wykładów/lekcji oraz mapy myśli. Zapewne lista wykładów/lekcji nie jest odkryciem, ale chciałabym dodać tutaj jeden element – pod każdym wykładem wypisać najważniejsze zagadnienia. Są ku temu dwa powody; nie każdy wykład jest takiej samej objętości i trudności. Niektóre tematy są szczególnie duże i ważne, więc będą wymagały spędzenia nad nimi większej ilości czasu.

fullsizerender
Aplikacja: Notion (education plan) / Taki spis wszystkich wykładów z najważniejszymi tematami robię dla każdego przedmiotu. Tutaj opisuję jak korzystam z aplikacji notion (jeżeli link nie działa to znaczy, że pracuję nad wpisem). 

Zacznij od mapy myśli. Przyznam, że długo robiłam mapy myśli albo w trakcie nauki, albo pod koniec, najczęściej żeby uporządkować wiedzę. Jednak gdy zagłębiłam się w strategie zapamiętywania w ujęciu naukowym [tutaj będzie link do posta], zobaczyłam, że nasz mózg dużo lepiej radzi sobie z zapamiętywaniem gdy już od początku możemy umieszczać tą wiedzę w konkretnych kategoriach. Zrobienie mapy na tym etapie pozwala mi oszacować czas na każdy wykład oraz jego objętość. Dzięki temu mogę przejść do stworzenia planu.

img_7503
Aplikacja Xmind / Działa zarówno na iPadzie jak i na laptopie (windows 10). Korzystam z wersji darmowej. Mapy myśli z laptopa i iPada nie są zsychnronizowane.

Plan

W zasadzie mamy dwie opcje na planyjeden nadaje się do śledzenia progresu, planowania powtórek oraz szukania naszych najsłabszych punktów, drugi ma na celu jedynie rozdzielić ilość pracy przed samym egzaminem. Tutaj jest cały wpis o planach. 

Standardowy plan – nauka przed samym egzaminem

Ucząc się na ostatni moment nie masz szans nauczyć się i porządnie zapamiętać wszystkiego do egzaminu (przynajmniej nie trwale), więc uczysz się w tym momencie jedynie po to żeby zaliczyć. W takim przypadku chyba najlepszą opcją jest rozpisać sobie taki standardowy plan powtórek (dzisiaj temat A, jutro temat B) oraz przygotować strategię zdania egzaminu. Jeżeli jesteś w sytuacji podbramkowej i dosłownie pali ci się pod dupą, polecam na tym etapie zacząć od przejrzenia pytań z poprzednich egzaminów (jeżeli są dostępne). Jest to de facto strategia “zaliczenia egzaminu” i celowo nie piszę “efektywnej nauki” bo to nie jest nauka, tylko 3XZ – zakuć, zdać, zapomnieć.

“Retrospektywny” plan

Jeżeli faktycznie chcę się nauczyć porządnie i trwale, lepszy będzie “retrospektywny” plan powtórek. Jeżeli uczysz się na bieżąco/masz czas żeby sobie powtórzyć materiał stanowczo odradzam na patrzenie na pytania przed przerobieniem materiału. Po pierwsze, to, że pytania na teście się powtarzają, nie jest równoznaczne, z tym, że jest to jedyny czy szczególnie ważny temat (niektórzy wręcz celowo skupiają się na nieistotnych pierdołach). Po drugie zaglądając do pytań na tym etapie będziecie już nieświadomie ukierunkowani na osądzanie, do których tematów należy się przyłożyć, a które można sobie “troszkę” odpuścić. Przecież i tak o to nie pytają. Nie chodzimy na studia/do szkoły po to żeby zaliczyć egzaminy, tylko po to, żeby coś zrozumieć, nauczyć się i zapamiętać te informacje, a egzamin jest jedynie uśmiechem w naszą stronę żebyśmy mogli tą wiedzę zweryfikować i ewentualnie zmotywować się do nauki. Tak powiedziała mi moja promotorka i w zasadzie jest w tym wiele racji. Wiadomo, że ciężko mi myśleć o niektórych egzaminach jako o “uśmiechu w moją stronę”, ale prawda jest taka, że weryfikacja wiedzy jest potrzebna. Oczywiście mam na myśli ważne i potrzebne przedmioty – ja na studiach nie mam i nigdy nie miałam zapychaczy.

JAK SIĘ UCZYĆ

Notatki są czymś naturalnym w szkole. Przeciętny sposób nauki przeciętnego studenta/ucznia to otwarcie podręcznika/slajdów/książki/skryptów/nagrań z wykładów i czytanie z jednoczesnym zakreślaniem bądź robieniem notatek. Po zrobieniu tematu/wykładu/lekcji, przechodzisz zadowolony/a z siebie dalej aż pięknie odhaczysz wszystkie tematy z poczuciem spełnionego obowiązku. Robienie notatek było dla mnie za każdym razem strzałem w kolano. Traciłam czas, wcale nie zapamiętywałam z nich dużo, a ostatecznie objętość tych notatek była niewiele mniejsza od skryptu. To byłam ja jeszcze pół roku temu. Celem nauki było się “przerobienie materiału” i zrobienie notatek, a nie zrozumienie i zapamiętanie – bo czasem brakuje na to czasu i liczymy, że obie te rzeczy przyjdą gdzieś same “po drodze”. Nie rozdzielamy czynności zrozumienia od zapamiętania, ani żadna z czynności zrobienia notatek/czytania notatek/zakreślania/podkreślania nie służy szczególnie jednemu albo drugiemu. O ile wydaje mi się, że w liceum można sobie poradzić z małą ilością materiału, to na studiach będzie ciężko dobrze, porządnie i trwale nauczyć się takiej objętości materiału. Czy można się uczyć bez robienia notatek? Myślę, że znalazłam dobry kompromis. Jednak zanim przejdę do tego kompromisu trzeba powiedzieć o czymś ważnym.

Zrozumienie 

Zrozumienie musi iść zawsze przed zapamiętywaniem – ta dotyczy ogólnej nauki jak i przygotowania do egzaminu ustnego jak i pisemnego. Nie da się czegoś trwale nauczyć i zapamiętać bez zrozumienia tematu. To jest jak budowanie domu na piasku bez fundamentów.

  1. ZROZUMIENIE (Metoda Feynmana) – Wyobrażam sobie, że stoi przede mną osoba, która nie ma pojęcia o danym temacie, albo lepiej – dziecko i opowiadam (na głos) prostymi słowami o co chodzi w danym procesie, definicji, działaniu, mechanizmie itd. Robię to na bieżąco.
  2. (przygotowanie ZAPAMIĘTYWANIE) – Testuję się czytając materiał na bieżąco (3R – read recite review). Tworzę pytania, które są najczęściej dotyczą konkretnych faktów np “jakie komórki biorą udział w procesie X”. Nie testuję się po przerobieniu tematu. Nie testuje się po zakończeniu powtórek. Robię to na bieżąco i mam do tego idealny sposób – “Anki”, czyli udowodniony naukowo sposób na efektywną naukę. 
  3. Trudne i skomplikowane procesy, które są zbyt złożone by zmieścić je w Anki rozpisuję w notatkach i najczęściej używam do tego systemu Cornella.

Zauważ, że metoda nr 1 ma na celu sprawdzenie zrozumienia ale też testuje umiejętność sformułowania myśli oraz przetworzenia tych informacji. Metoda nr 2 (Anki) pozwoli zapamiętać fakty. Metoda 3 to coś co robię w ostatniej kolejności i staram się zapisywać te procesy z głowy (czyli bez patrzenia do podręcznika). Jeżeli zaczynamy od robienia notatek to wtedy każda informacja wydaje się nowa i ważna. W ten sposób do notatek trafia wszystko, na to schodzi strasznie dużo czasu. W tym systemie powinniśmy mieć dosłownie kilkanaście stron notatek z najtrudniejszymi i złożonymi procesami.

Zapamiętaj wszystko na zawsze

spaced repetition i active recall

Załóżmy, że robicie to wszystko wyżej i na tym kończycie – przechodzicie dalej do następnego wykładu/lekcji itp. Niestety, nie zagięliście krzywej zapominania.

Ebbinghaus' forgetting curve explained: the importance of spaced ...
To jest krzywa zapominania Ebbinghausa. Na osi y macie procent zapamiętanego materiału, na osi x ile razy powtórzyliście ten sam materiał. Dlatego ucząc się czegoś pierwszy raz (i ostatni) zakuwając przed egzaminem, tak naprawdę niemal wszystko zapominamy po pewnym czasie (bordowa linia).  Czyli jeżeli ktoś całe studia prześlizguje się na zasadzie zakuwania tuż przed egzaminem to jakim cudem ta osoba ma cokolwiek pamiętać 5,10,15 lat po studiach jeżeli materiału jest dużo?

Nasza kiepska pamięć może nawet zostać przybliżona matematycznie. Jeżeli chcecie zobaczyć jak słabo zapamiętujemy to wystarczy, że za (t) podstawicie czas, który upłynął od nauki w minutach. (b) pokaże Wam procentowe przybliżenie zapamiętanego materiału. Rozczarowani? Ja tak.

{\displaystyle b=100\times {\frac {1.84}{(\log _{10}t)^{1.25}+1.84}}}

Czy da się zapamiętać wszystko i na zawsze?

Active recall to metoda stymulowania pamięci. Dla przykładu, czytając notatki albo przepisując coś z podręcznika nie stymulujemy pamięci. Testując się, generując ten moment kiedy próbujemy przywołać jakąś informację (to uczucie gdzie mamy coś na końcu języka) stymuluje zapis w pamięci dlugoterminowej (neurons that fire together wire together). Badania pokazują bezprzecznie – jest to najszybszy, najbardziej efektywny sposób nauki, idealny do zapamiętywania dużych porcji szczegółowego materiału. Oczywiście – active recall może być zrobiony w głowie, na kartce (wypisując pytania na marginesie), gdzie chcecie, ale Anki mają tą przewagę, że oferują prosty, sprawdzony system, który działa na zasadzie spaced repetition oraz active recall – przerywając krzywą zapominania i stymulując zapamiętywanie. Nie wiem czy ktoś mogłby być na tyle zorganizowany, żeby zapamiętać wszystkie pytania i pamiętać w jakiej kolejności się z nich odpytywać. Ja na pewno nie jestem więc korzystam z Anki. To co sprawi, że zapamiętacie informacje na zawsze to odstępy powtórzeń (spaced repetition) i uważam Anki za najlepszy sposób do zapamiętywania.

Annotation 2020-05-01 111818.png
O Anki piszę w odddzielnym wpisie. Anki to aplikacja i program, który można zainstalować na laptopie i komórce. Jest to coś w stylu zautomatyzowanego systemu fiszek, który działa na zasadzie “spaced repetition”. Na screenie widzicie moje Anki z dodatkiem AMBOSS.

Myślę, że to czy zapamiętamy materiał na zawsze zależy na ile się przyłożymy. Gdy używałam tej metody, to mogę z całą pewnością powiedzieć, że pamiętam to czego się nauczyłam wiele miesięcy temu. Wbrew pozorom przy tej metodzie problemem nie jest czas, bo na nauce spędzacie dużo mniej czasu, tylko regularność i wysiłek umysłowy. O ile regularność może, ale nie musi być wyzwaniem, o tyle ten wysiłek umysłowy jest naprawdę duży i czasem mam problem ze zmuszeniem się do pracy.  Przy tej metodzie nie ma tego fałszywego poczucia produktywności jakie daje np “zakreślanie”, czy przeglądanie notatek.

Zmiana podejścia do nauki pozwala oszczędzić mnóstwo czasu, poprawia organizację pracy, sprawia, że będziemy kompetentni i dużo lepiej poradzimy sobie na egzaminach. Nie obędzie się jednak bez włożenia wysiłku umysłowego oraz początkowych trudności z nauczeniem się całkiem nowego systemu. Moim zdaniem jest to najlepsza inwestycja (czasu) być może w całym moim życiu i jedyne czego żałuję, to, że nie wiedziałam tego na wcześniejszych etapach edukacji, a potem być może z własnej ignorancji, nie wcieliłam tych metod porządnie w życie.

Biblliografia:
  1. Cerebral Cortex: Principles of Operation By Edmund T. Rolls
  2. The Science of Accelerated Learning By Peter Hollins
  3. Ultralearning: Master Hard Skills, Outsmart the Competition By Scott Young
  4. A Mind For Numbers: How to Excel at Math and Science (Even If You Flunked .. By Barbara Oakley, PhD
  5. The Roving Mind: A Modern Approach to Cognitive Enhancement
  6. The Science of Rapid Skill Acquisition: Advanced Methods to Learn, Remember By Peter Hollins
  7. How We Learn: Throw out the rule book and unlock your brain’s potential By Benedict Carey
  8. Make It Stick by Mark A. McDaniel and Peter C. Brown
  9. [skillshare] How to Study for Exams – An Evidence-Based Masterclass by Ali Abdaal

Plany nauki

Do niedawna plan nauki był jedynie sposobem na fałszywe poczucie produktywności i bezpieczeństwa, że “jakoś się wyrobię z materiałem do egzaminu”. Prawie nigdy się z tym planem nie wyrabiałam i prawie zawsze gdzieś po kilku dniach miałam już taką obsuwę, że musiałam tworzyć następny. Postanowiłam poszukać lepszej metody zarządzania czasem.

Plan “przed egzaminem”

Ucząc się na ostatni moment nie masz szans nauczyć się i porządnie zapamiętać materiału do egzaminu (przynajmniej nie trwale), więc uczysz się w tym momencie jedynie po to żeby zaliczyć. Standardowy plan powtórek pomoże podzielić ilość materiału oraz przygotować strategię zdania egzaminu. Jeżeli jesteś w sytuacji podbramkowej i dosłownie pali ci się pod dupą, polecam na tym etapie zacząć od przejrzenia pytań z poprzednich egzaminów (jeżeli są dostępne). Rozplanuj na sam początek tematy (w miarę możliwości), które pojawiają się na egzaminie najczęściej. W miarę możliwości, postaraj się powtarzać je jak najczęściej jednocześnie z kolejnymi tematami. Tematy, które niemal nigdy nie pojawiają się na egzaminie zostawiłabym na sam koniec. Jeżeli uczysz się na bieżąco/masz czas żeby sobie powtórzyć materiał stanowczo odradzam na patrzenie na pytania przed przerobieniem materiału i polecam zrobić sobie plan opisany niżej. Po pierwsze, to, że pytania na teście się powtarzają, nie jest równoznaczne, z tym, że jest to jedyny czy szczególnie ważny temat (niektórzy wręcz celowo skupiają się na nieistotnych pierdołach). Po drugie zaglądając do pytań na tym etapie będziecie już nieświadomie ukierunkowani na osądzanie, do których tematów należy się przyłożyć, a które można sobie “troszkę” odpuścić. Przecież i tak o to nie pytają. Nie chodzimy na studia/do szkoły po to żeby zaliczyć egzaminy, tylko po to, żeby coś zrozumieć, nauczyć się i zapamiętać te informacje, a egzamin jest jedynie uśmiechem w naszą stronę żebyśmy mogli tą wiedzę zweryfikować i ewentualnie zmotywować się do nauki. Ja tak staram się myśleć o studiach. Oczywiście mam na myśli ważne i potrzebne przedmioty – ja na studiach nie mam i nigdy nie miałam zapychaczy.

Plan retrospektywny 

Moim odkryciem jest plan retrospektywny. Odkryłam go na kanale Ali’ego Albdaala i od tej pory właściwie przestałam widzieć sens robienia innego planu. O co chodzi – zamiast planować co zrobimy, lepiej notować to co już zrobiliśmy. Na początku ciężko było mi się przestawić ponieważ plan “tego dnia robię to, następnego tamto” daje jakieś poczucie porządku. Natomiast w momencie gdy przestawiłam się na naukę na bieżąco zgodnie z każdym wykładem, ten plan zaczyna mieć dużo więcej sensu. Zaległe rzeczy po prostu dopisuje z dużym wyprzedzeniem do kalendarza i zamiast przerabiania konkretnego tematu, uczę się X czasu. Dzięki temu nie spieszę trudnych tematów żeby być z planem,  po prostu uczciwie siadam do nauki i przerobione tematy dopisuje do planu.

Dużym plusem jest jego prostota – można go zrobić w google sheets, excelu, goodnotes..

Annotation 2020-05-01 220701.png
Google sheets – darmowe, online, dostępne z każdego urządzenia. Łatwe do stworzenia, wymaga wypisania tematów/lekcji/wykładów w kolumnie po lewej stronie, następnie w kolejnej kolumnie data kiedy uczyliśmy się pierwszy raz, a potem każda kolejna data.

img_0451
GoodNotes 5 na iPadzie / gotowy template kartka w linie.

Kodowanie kolorami stanu naszej wiedzy pozwala:

  1. Zaplanować następną powtórkę. Aby jak najlepiej zapamiętać materiał musimy go troszkę zapomnieć, na tyle by powtórka wymagała od nas aktywnego przywołania (active recall – neurons that wire together fire together). Właśnie to irytujące uczucie, że prawie coś pamiętamy i wysiłek przypomnienia sobie ten informacji sprawia, że ta informacja trafi do pamięci długotrwałej. Jeżeli dany temat pamiętamy “słabo/tak sobie”, zaplanowałabym następną powtórkę następnego dnia lub w ciągu najbliższych dwóch dni żeby nie zapomnieć zbyt wielu informacji i nie tracić zbyt wiele czasu na ponowną naukę. Jeżeli pamiętam “dobrze”, ustawiam sobie powiadomienie na za kilka dni (3-5). Po tych kilku dniach, otwieram Anki i jedyne co muszę zrobić to przebrnąć przez zestaw fiszek, który powinien być stworzony dnia 1.
  2. Śledzić progres – mogę ocenić swój postęp w skali tygodnia, miesiąca, semestru.
  3. Skupić się na tematach, które sprawiają mi największą trudność i wracać do nich częściej. 

Czasami proste rozwiązania są najlepsze.